Dźwięki od ręki

1 czerwiec, 2008 at 10:37 pm (coś czyjegoś) (, , , , )

Z racji, że telewizji w naszym przybytku nie mamy, poza Światem Nauki oraz Wiedzą i Życiem gazet nie czytuję, a z radia korzystam w celach muzycznych – o losach świata dowiaduję się głównie z onet.pl. Wczoraj jednak pozwoliłem sobie na odrobinę szaleństwa i obejrzałem – dostępne w internecie – Fakty (od pewnego wszakże czasu uważam tę nazwę za przykład bardzo sporego nadużycia semantycznego). Pewnie za chwilę pioruny na mnie polecą, bluzgi wszelkie, o których nawet żołnierze nie słyszeli, ale muszę to napisać – zaciekawił mnie jeden materiał (taki malutki, nic nie znaczący; nie bijcie!) dotyczącego jednego z najlepszych naszych stowarzyszeń, a mianowicie ZAiKS.

Cały sprawa związana była z jakimiś występami bliżej nieokreślonych babuszek na festiwalu. Za wyśpiewanie publiczne niemieckich piosenek owo stowarzyszenie zgłosiło się po pieniądze – tłumacząc się przepisami i obowiązkiem zapłaty przez organizatorów tantiem. Cały szkopuł polega na tym, że nie była – owa impreza – dochodowa, a zgodnie z tym co mówił jeden ze znawców prawa, nie ma mowy o jakimkolwiek płaceniu w takiej sytuacji i już.

Nie żebym mu od razu zawierzał, patrząc jednak na dotychczasową działalność ZAiKS-u śmiem twierdzić, że jednak po raz kolejny przegięli. Bo jeśli rzeczywiście zaczęli pobierać opłaty za nieprzychodowe wykonywanie utworów czyichś, to czeka nas rewolucja. Koniec ze śpiewaniem w barach o północy “whisky” zespołu Dżem czy “baranka” zespołu Kult. Knajpy wiać będą cyfrową muzyką z głośników i rozmowami ludzi. Niby to samo, a jednak inne. A co z przyśpiewkami kibiców, wydzieraniu w niebo głosy “Górniczo-hutnicza orkiestra dęta, robi nam pa pa rara”? Czeka nas nic innego jak panika, obłęd i strach.

A co gorsza, spójrzcie sobie na takiego przeciętnego publicznego spacerowicza. W kościach strzela, w stawach strzyka, w kręgosłupie łupie. W uszach dzwoni, w duszy gra, a kiszki marsza lecą. Jakby nie patrzeć – chodząca szafa grająca. Owszem, muzyka może dość awangardowa, ale nie oszukujmy się, nikt z nas nie wymyślił tego pierwszy. Więc nic tylko czekać, aż pewnego dnia, jakaś osoba podejdzie i zaśpiewa od nas 100 zł za chodzenie.

Bezpośredni odnośnik 8 komentarzy

Twórcze, odtwórcze, poszukujące

30 kwiecień, 2008 at 10:13 pm (coś mojego) (, , )

Przyznaję się! Bardzo umiejętnie potrafię zapamiętywać czyjeś teksty i skrzętnie je stosować, zapominając by małym druczkiem dopisać skąd i komu je zwinąłem. Jeśli czytaliście poprzednie moje notki i bywacie na stronach, które mam zamieszczone po prawej stronie, to pewnie niektóre rzeczy wydają się znajome. Sformułowanie “świrów, popaprańców i inszych” czy użycie Bardzo Dużych Liter Na Początku Wyrazów, to nic innego jak niecnie zabrane, przetrzymywane w czeluściach w celu psychicznego złamania, dostosowane do moich własnych mrocznych celów chwyty sis. Z racji tego, że co nieco mam z nią do czynienia w życiu prywatnym, należy wyjaśnić wszem i wobec dlaczego tak a nie inaczej postępuję, i proszę nie łączyć tego z kradzieżą przez nią moich scrobbli na last.fm. Otóż jestem drugim pokoleniem, z tych które udało mi się zauważyć, postępowania z książkami i materiałami dydaktycznymi. O co chodzi?

Dawno, dawno temu, istniał sobie świat bez komputerów osobistych (szokujące, wiem, ale tak głosi legenda i tej wersji się trzymajmy). Za tamtych dziwnych czasów ludzie spędzali czas na pracy, czytaniu książek i tworzeniu swojego własnego świata. Zdawali matury z 12 przedmiotów, pisali na tablicy wzory matematyczne na obydwie ręce i jak tylko się dało, chodzili do kina. To pokolenie, jak mniemam z nudów, bo z czego by innego, tworzyło. Robiono zabawki z drewna i papieru dla swych pociech, ubijano masło i zbierano jeżyny w lesie. Przede wszystkim jednak ludzie ci pisali swoje własne prace i książki, opierając się na swoich spostrzeżeniach, bardzo rzadko korzystając z refleksji innych osób. Mieli czas, to wykorzystywali go maksymalnie.

Wydawałoby się, że sytuacja się zmieniła, że wszystko to co przedstawiłem wyżej odeszło w niepamięć. Nic bardziej mylnego. Bastiony tamtego okresu jednak przetrwały w postaci kierunku filologii polskiej. Na szczęście dla ludzkości i na nieszczęście osób studiujących wspomniany kierunek, niektóre cechy pozostały. Czytanie 50 książek na semestr z jednego przedmiotu, pisanie prac zaliczeniowych – które na innych kierunkach ze względu na swoją objętość spokojnie mogłyby pełnić rolę prac magisterskich, jeśli nie doktoranckich – znajomość ortografii, umiejętność werbalizowania swoich myśli, wyciąganie wniosków i masa innych już nieprzydatnych w dzisiejszym świecie rzeczy. Pokłosie pierwszego pokolenia. Na marginesie : prawdopodobnie trzyma się to wszystko tylko dlatego, gdyż niektórzy naiwni ludzie myślą, że to jest dla nich – nie mają znajomych, myślą, że się będą rozwijać, do kina nie chodzą, a o telewizji nigdy w życiu nie słyszeli – gdy tak naprawdę chodzi o stworzenie rynku zbytu na książki profesorów. Nikt inny poza bibliotekami, a te przecież ustawowo muszą je brać, w życiu nie zainteresowałby się rozważaniami o “wyższości wierszy białych nad rymami częstochowskimi, w oparciu o poezję XIII wieku na terenach północno-zachodniej Polski”.

Pomimo tych masochistycznych jednostek, reszta pokolenia, w tym i ja, zachowuje się normalnie, czyli odtwórczo. Z lubością czytam artykuły o tym, czy ośmiornice mogą być mańkutami, o kwarkach powabnych i tym, że dowiedziono naukowo, że jeśli chce się schudnąć to trzeba jeść mniej. Jednak to nie za bardzo przekłada się na refleksje i na tworzenie czegoś nowego. Raczej opiera się to na wspomnieniu podczas rozmowy, że z czymś takim się zetknęło i przedstawieniu krótkiego, w miarę możliwości dokładnego, streszczenia. Nic poza tym. Przerzucanie się cytatami z Kazika czy Nosowskiej, zapożyczanie od innych (np. wspomniane wcześniej chwyty sis) to chleb powszedni. Właściwie dobrze napisana praca to nic innego jak dobrze sklejone fragmenty innych prac. Tak to już wygląda, nie ma co zaprzeczać, po prostu za dużo zostało napisane, za dużo wniosków wyciągnięto we wszystkie możliwe strony, by teraz o tym zapomnieć i po raz setny pisać o przemianie bohatera literackiego w polskim romantyzmie.

Dlatego właśnie przepraszam za korzystanie z cudzego dorobku, ale tak mnie nauczono, pretensje proszę wysyłać na adres : Ministerstwo Edukacji Narodowej Al. Szucha 25, 00-918 Warszawa.

Na tym można by zakończyć gdyby nie jeden mały brak. Przedstawiłem dwa pokolenia z trzech, więc teraz czas na ostatnie – poszukujące. Jak sama nazwa wskazuje ludzie należący charakteryzują się ciągłym poszukiwaniem : książek koniecznie w wersji elektronicznej (z normalnych bibliotek nie korzystają, bo dla nich to jak legenda o Smoku Wawelskim), poradników lekarskich (bo przecież kto słyszał o lekarzach), a w szczególności przemiłych zwierzątek jakimi są łosie, które z chęcią napiszą za nich prace na język polski czy na maturę. Nie byłoby w tym nic strasznego, wszak jak śpiewa zespół Kombii “Każde pokolenie ma swój czas”, gdyby nie to, co właściwie robić będą ich następcy?

I z tym pytaniem Was zostawię. W następnej notce kilka spostrzeżeń dotyczących fragmentaryzacji, ale nie tej dotyczącej dysków twardych. Udanego długiego weekendu!

Bezpośredni odnośnik 7 komentarzy