Fragmentaryzacja

7 maj, 2008 at 12:11 am (coś czyjegoś) (, )

Jak przystało na prawdziwego Polaka, czego mam nadzieję nie muszę udowadniać, bo rodowodu nie posiadam, muszę od czasu do czasu nawiązać do polityki i ponarzekać jak to jest źle, tragicznie i straszno. A oto Polska właśnie! Ostatnimi czasy pewien profesor zajmujący się doborem lektur do liceów i gimnazjów stwierdził, że dzisiejsza przyszłość naszego narodu, nie jest w stanie przeczytać wszystkich książek, więc aby zaoszczędzić im cierpienia, co zgodne jest jak najbardziej z linią rządową miłości, pokoju, radości i szczęścia, będą teraz ci młodzi, biedni ludzie czytać tylko ich fragmenty.

Fragmentaryczna wiedza, a co za tym idzie fragmentaryczne umiejętności, więc końcowy efekt – fragment pracownika? Nic bardziej mylnego. Wystarczy spojrzeć na to z zupełnie innego punktu – specjalizacji. Wszak wiedza ogólna może być przydatna na początku, gdzieś w okolicach żłobka, kiedy jeszcze nie mamy sprecyzowanych planów, związanych z naszą przyszłością. Jednak gimnazjaliści, a tym bardziej uczniowie szkół średnich nie powinni zawracać sobie głowy mało znaczącymi rzeczami.

Jeśli ktoś widzi siebie w roli “dziennikarza” Faktu czy innego Super Expressu, może skupić się na tych fragmentach książek, gdzie zawarte są wartościowe informacje. Po co czytać wszystko, skoro najważniejsze to to, że “Stójkowy pobił na śmierć młodego, rokującego muzyka”, “Małżeństwo sprzedaje ukochaną kobyłkę, by przeżyć”, “Penelopa nadal czeka na powrót męża z wojny”, “Byłeś w O.? Możesz być zadżumiony, sprawdź to!”.

Osoby zainteresowane studiowaniem biologii, ochroną środowiska i kierunków pokrewnych, mogłyby się skupić na fragmentach dotyczących zwierząt w “W pustyni i puszczy”, jak np. słoniach, co się na ich trąbach Nel buja, czy o mlekodajce Kalego, co jak on zabierze, to dobrze, jak jemu – to źle. Nawet nasza epopeja narodowa zawiera ciekawostki z życia mrówek, poza tym idealnie nadawałaby się jako poradnik grzybiarza. Należałoby też wspomnieć o ziołolecznictwie, z którym niewątpliwe związane są takie osoby jak Maria Konopnicka czy Leopold Staff.

Dla tych, co widzą siebie w naukach technicznych, wystarczającej wiedzy jak i z czego należy i nie należy budować, dostarczyłyby “Bajki robotów” Lema; chaty, łódki, szopki dla kóz to – “Władca much” i “Robinson Crusoe”. Zainteresowani technologiami monitoringu? Nic lepszego jak “Rok 1984″ nie znajdziecie.

Wydawać by się mogło, że takie czysto informacyjne spojrzenie na literaturę może nieść ze sobą obawę nierozumienia najprostszych metafor, niemożność czytania między wierszami, wyciągania wniosków i stawiania pytań o “coś” więcej w życiu niż tylko chleb i igrzyska. Specjalizacja wymaga jednak pewnych ofiar, poza tym, czy naprawdę do szczęścia i radości tak uczonych osób jest to wszystko potrzebne?

Bezpośredni odnośnik 19 komentarzy

Twórcze, odtwórcze, poszukujące

30 kwiecień, 2008 at 10:13 pm (coś mojego) (, , )

Przyznaję się! Bardzo umiejętnie potrafię zapamiętywać czyjeś teksty i skrzętnie je stosować, zapominając by małym druczkiem dopisać skąd i komu je zwinąłem. Jeśli czytaliście poprzednie moje notki i bywacie na stronach, które mam zamieszczone po prawej stronie, to pewnie niektóre rzeczy wydają się znajome. Sformułowanie “świrów, popaprańców i inszych” czy użycie Bardzo Dużych Liter Na Początku Wyrazów, to nic innego jak niecnie zabrane, przetrzymywane w czeluściach w celu psychicznego złamania, dostosowane do moich własnych mrocznych celów chwyty sis. Z racji tego, że co nieco mam z nią do czynienia w życiu prywatnym, należy wyjaśnić wszem i wobec dlaczego tak a nie inaczej postępuję, i proszę nie łączyć tego z kradzieżą przez nią moich scrobbli na last.fm. Otóż jestem drugim pokoleniem, z tych które udało mi się zauważyć, postępowania z książkami i materiałami dydaktycznymi. O co chodzi?

Dawno, dawno temu, istniał sobie świat bez komputerów osobistych (szokujące, wiem, ale tak głosi legenda i tej wersji się trzymajmy). Za tamtych dziwnych czasów ludzie spędzali czas na pracy, czytaniu książek i tworzeniu swojego własnego świata. Zdawali matury z 12 przedmiotów, pisali na tablicy wzory matematyczne na obydwie ręce i jak tylko się dało, chodzili do kina. To pokolenie, jak mniemam z nudów, bo z czego by innego, tworzyło. Robiono zabawki z drewna i papieru dla swych pociech, ubijano masło i zbierano jeżyny w lesie. Przede wszystkim jednak ludzie ci pisali swoje własne prace i książki, opierając się na swoich spostrzeżeniach, bardzo rzadko korzystając z refleksji innych osób. Mieli czas, to wykorzystywali go maksymalnie.

Wydawałoby się, że sytuacja się zmieniła, że wszystko to co przedstawiłem wyżej odeszło w niepamięć. Nic bardziej mylnego. Bastiony tamtego okresu jednak przetrwały w postaci kierunku filologii polskiej. Na szczęście dla ludzkości i na nieszczęście osób studiujących wspomniany kierunek, niektóre cechy pozostały. Czytanie 50 książek na semestr z jednego przedmiotu, pisanie prac zaliczeniowych – które na innych kierunkach ze względu na swoją objętość spokojnie mogłyby pełnić rolę prac magisterskich, jeśli nie doktoranckich – znajomość ortografii, umiejętność werbalizowania swoich myśli, wyciąganie wniosków i masa innych już nieprzydatnych w dzisiejszym świecie rzeczy. Pokłosie pierwszego pokolenia. Na marginesie : prawdopodobnie trzyma się to wszystko tylko dlatego, gdyż niektórzy naiwni ludzie myślą, że to jest dla nich – nie mają znajomych, myślą, że się będą rozwijać, do kina nie chodzą, a o telewizji nigdy w życiu nie słyszeli – gdy tak naprawdę chodzi o stworzenie rynku zbytu na książki profesorów. Nikt inny poza bibliotekami, a te przecież ustawowo muszą je brać, w życiu nie zainteresowałby się rozważaniami o “wyższości wierszy białych nad rymami częstochowskimi, w oparciu o poezję XIII wieku na terenach północno-zachodniej Polski”.

Pomimo tych masochistycznych jednostek, reszta pokolenia, w tym i ja, zachowuje się normalnie, czyli odtwórczo. Z lubością czytam artykuły o tym, czy ośmiornice mogą być mańkutami, o kwarkach powabnych i tym, że dowiedziono naukowo, że jeśli chce się schudnąć to trzeba jeść mniej. Jednak to nie za bardzo przekłada się na refleksje i na tworzenie czegoś nowego. Raczej opiera się to na wspomnieniu podczas rozmowy, że z czymś takim się zetknęło i przedstawieniu krótkiego, w miarę możliwości dokładnego, streszczenia. Nic poza tym. Przerzucanie się cytatami z Kazika czy Nosowskiej, zapożyczanie od innych (np. wspomniane wcześniej chwyty sis) to chleb powszedni. Właściwie dobrze napisana praca to nic innego jak dobrze sklejone fragmenty innych prac. Tak to już wygląda, nie ma co zaprzeczać, po prostu za dużo zostało napisane, za dużo wniosków wyciągnięto we wszystkie możliwe strony, by teraz o tym zapomnieć i po raz setny pisać o przemianie bohatera literackiego w polskim romantyzmie.

Dlatego właśnie przepraszam za korzystanie z cudzego dorobku, ale tak mnie nauczono, pretensje proszę wysyłać na adres : Ministerstwo Edukacji Narodowej Al. Szucha 25, 00-918 Warszawa.

Na tym można by zakończyć gdyby nie jeden mały brak. Przedstawiłem dwa pokolenia z trzech, więc teraz czas na ostatnie – poszukujące. Jak sama nazwa wskazuje ludzie należący charakteryzują się ciągłym poszukiwaniem : książek koniecznie w wersji elektronicznej (z normalnych bibliotek nie korzystają, bo dla nich to jak legenda o Smoku Wawelskim), poradników lekarskich (bo przecież kto słyszał o lekarzach), a w szczególności przemiłych zwierzątek jakimi są łosie, które z chęcią napiszą za nich prace na język polski czy na maturę. Nie byłoby w tym nic strasznego, wszak jak śpiewa zespół Kombii “Każde pokolenie ma swój czas”, gdyby nie to, co właściwie robić będą ich następcy?

I z tym pytaniem Was zostawię. W następnej notce kilka spostrzeżeń dotyczących fragmentaryzacji, ale nie tej dotyczącej dysków twardych. Udanego długiego weekendu!

Bezpośredni odnośnik 7 komentarzy