Trzcina najwątlejsza, ale komunikatywna

10 październik, 2008 at 12:40 am (coś czyjegoś) (, , , , , )

Październik się zaczął, a z nim kolejny semestr na studiach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nazwy przedmiotów na naszym kierunku są coraz ciekawsze i dają wiele do rozważania. Właściwie im dalej w las, tym mniej konkretne – z punktu widzenia przeciętnego człowieka – wydają się owe przedmioty. Na pierwszym roku było wszystko jasne i przejrzyste: wstęp do filozofii, filozofia antyczna i średniowieczna – wiadomo o co chodzi i czego się spodziewać.

Na drugim roku zaczęły się lekkie schody, pomijając banały w stylu filozofii niemieckiej pojawiły się przedmioty takie jak filozofia kultury. Zacząłem się zastanawiać co właściwie można filozofować na temat użytkowania niewłaściwych słów przez ach tę dzisiejszą młodzież, ustępowania lub też nie miejsc tramwajowych strongbabciom (bo jak inaczej nazwać te babuszki, co więcej reklamówek mają w jednym ręku, niż wnucząt i więcej kilogramów noszą zakupów, niż same ważą?), przepuszczania różnych nieskrajnie feministycznych kobiet w drzwiach? Przecież to wszystko tyczy się raczej zasad savoir-vivre’u, więc po co tak komplikują sprawę i nie napiszą tego wprost “Jak nie być chamem i prostakiem – rozważania na temat”?

Okazało się jednak, że na studiach inaczej rozumieją słowo kultura i moje przewidywania dotyczące możliwych do poruszenia problemów na tym wykładzie nie sprawdziły się. W związku z tym ciekawi mnie co właściwie kryje się pod tajemniczymi “moc słowa – perspektywa matematyczna” (które to zajęcia do tego wszystkiego odbywają się w sali komputerowej), bo ja mam obawy, że będziemy liczyć za pomocą skomplikowanych wzorów matematycznych moc danego wyrazu w zależności od ilości małych i dużych literek, cziconki użytej, zastsowania kursywy i podkreśleń. Już patrząc na takie “B” wiadomo, że  ma większą moc stateczną, bo posiada aż dwa brzuszki i pewnie trudniej idzie się jemu poruszać niż takiemu szerokobarczystemu i szczupłemu “T”. To jednka nie koniec.

Kolejnym poruszającym wykładem jest  “Kosmoekologia z biokomunikacją”. Nie mam pojęcia co to może być, chociaż mam pewne obawy, że będą to teoretyczne wywody na temat kontaktowania się z obcymi cywilizacjami za pomocą trzin cukrowych, wszak używanie naturalnej roślinności  wydaje się być najbardziej ekologiczną formą komunikacji ze wszystkich możliwych. O tym czy miałem rację dowiem się jednak dopiero w przyszłym tygodniu.

Bezpośredni odnośnik 6 komentarzy

Po co to komu?

21 maj, 2008 at 12:38 am (coś czyjegoś, coś mojego) (, , , , )

Jak głosi ludowe powiedzenie – pieniądze szczęścia nie nadają – a że z ludem kłócić się nie zamierzam, to i popełnię na początek pochwałę tej mądrości starożytnej, starszyźnianej, niemal rodem z Atlantydy.

“Hymn pochwalny na nutę” *

Święta wiedzo kochanej Ludczyzny
Czają Cię tylko umysły poczciwe!
Dla Ciebie nie straszne nowego trucizny
Boś jest posiadła przez włosy siwe

Mądrość Twa wielka niczym Himalaje
Nikt dorównać Tobie nie zdoła!
Dam wszelkich wielbią Cię gronostaje
I Wikipedia nawet się chowa!

Honory oddane to i czas przejść do tematu. W jednej ze swoich ostatnich notek jendrju poruszył kwestię stypendiów naukowych dla przyszłych inżynierów, a że przynależę do tej części pasożytniczej społeczeństwa zwanych potocznie studentami, to i poczytałem o tych 1000 zł/msc, bo zazdrość mnie zaczynała zżerać jak diabli**. Opierając się na własnym doświadczeniu, wiem, że na politechnice łatwiej było dostać stypendium (i do tego większe) niż teraz na filozofii (i do tego mniejsze), a tu się okazuje, że kolejne dawać będą Im-Onym. Na szczęście zazdrość przeminęła z wiatrem*** i szybko na jej miejsce pojawiło się w mej głowie, niczym pierwsza rosiczka na wiosnę****, pytanie – po co i komu tak właściwie stypendia?

Spójrzmy prawdzie w oczy, na co komu na studiach humanistycznych ta państwowa zapomoga? Na jedzenie owszem wydawać trzeba, lokum jakieś niepodmostowe też jest przydatne, ale wszelkie materiały dostać można w bibliotekach. W samym Poznaniu książki wypożyczyć można w co najmniej 3 miejscach zbiorów, a i zapominać tutaj nie należy o czytelniach dostępnych dla wszystkich, możliwości skorzystania z zasobów literackich w Empikach (w dogodnych warunkach: przy kawie latte i ptysiu z budyniem), nie wspominając o tym, że część dzieł można spokojnie ściągnąć z internetu w postaci e-książek. Miejsc do czytania też jest bez liku: od siedzeń w tramwajach, przez ławki w parkach, do sal, gdzie nudny wykład akurat trwa.

Rozważmy teraz to z punktu widzenia studentów informatyki i kierunków innych – pokrewnych. Czy ktokolwiek słyszał o miejscach, gdzie za 12 zł za rok, przez co najmniej trzy miesiące jednym ciągiem, można wypożyczyć do 10 komputerów na raz, na użytek własny? Gdzie maszyny sprzed 1970 są dostępne tylko dla pracowników naukowych (bo właściwie po co komu innemu takie nie pierwszej młodości pudła, wielkości pokojów), wszystkie przyrządy do mierzenia prądu, procesory i kontrolery oddać można po pewnym czasie używane i nikt się nie piekli. Wyobraźcie sobie kserowanie laptopa za 16zł, którego kopia staje się własnością danej osoby – nie wspominając o możliwości ściągnięcia najnowszych modeli z internetu za free.

Chociaż może bardziej by te stypendia były potrzebne na medycynie? Klonowanie ludzi nie należy w końcu do najtańszych…


* Wrednie wzorowane na “Hymnie do miłości Ojczyzny” I.Krasickiego

** Z niewiadomych przyczyn w powiedzeniach polskich jest dość dużo odwołań do diabłów : wskazujące kierunek – idź do wszystkich diabłów, z życzeniami szybkiego ślubu – niech Cię diabli porwą, o tym kto powinien chodzić do urzędów i załatwiać wszystko – gdzie diabeł nie może tam babę pośle, informacja o przyjściu rachunku za prąd i gaz – diabli nadali itd.

*** To nie jest powiedzenie, to tytuł książki i filmu na podstawie tej książki uczynionego; zachwyt budzi wielki u przeróżnych jednostek.

**** Powiedzenie lokalne, wymyślone przez sis, funkcjonujące pewnikiem tylko i wyłącznie w społeczności oposów.

Bezpośredni odnośnik 13 komentarzy