Naleśniki a la trotuar
Z racji nagabywania mnie przez różne jednostki o to, czym właściwie je truję, rozpoczynam nowy kącik żywieniowy. Co pewien czas wrzucać będę informację o tym, co udało mi się przygotować z tego co znalazłem w lodówce i terenach jej przyległych.
Postaram się też poinformować o proporcjach i przyprawach jakie zastosowałem, chociaż osobiście jestem zwolennikiem dodawania tego, co kto lubi i w takiej ilości jak lubi.
Na początek Naleśniki a la trotuar
Potrzebne będą :
- jajka
- mleko
- mąka
- kostka twarogu
- opakowanie pasztetu sojowego z pieczarkami
- kiełki rzodkiewki
- cebula czerwona
- jogurt naturalny
- sól, pieprz, pieprz ziołowy, kurkuma, sproszkowana papryka, liście lubczyku, suszony koperek
- olej
- dobre, schłodzone piwo
1. Na początek przygotowujemy farsz coby sobie ze spokojem postał i się przegryzł. Zaczynamy od wrzucenia do miski twarogu, pasztetu, kiełków. Mieszamy! Dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę. Mieszamy! Dodajemy jogurt i (pewnie będzie to zaskoczenie) mieszamy. Dodajemy wszystkie przyprawy poza kurkumą i suszoną papryką. Oczywiście mieszamy, aż do uzyskania czegoś na wzór pasty. Wskazującym palcem bierzemy małą ilość pasty i przenosimy ją do naszego otworu gębowego celem posmakowania. Jeśli smakuje zabieramy się za ciasto na naleśniki, jeśli nie, dodajemy przypraw do skutku.
2. Ciasto na naleśniki przygotowujemy z jajek, mąki i mleka. Mieszamy wszystko w jedną masę i dodajemy kurkumę i sproszkowanej papryki, aż uzyskamy mega pomarańczowy kolor ciasta. Na rozgrzaną patelnię wlewamy olej, a tuż za nim lejemy ciasto. Gdy już mamy w miarę dobrego naleśnika kładziemy na jego połowie (pamiętać, by naleśnik nadal znajdował się na patelni) farsz i rozsmarowujemy. Nieposmarowaną częścią przykrywamy część posmarowaną. Smażymy chwilę i przy pomocy przeróżnych narzędzi próbujemy przełożyć gotowe danie na talerz tak, by nic nie rozwalić.
3. Teraz przechodzimy do najważniejszej części. Bierzemy otwieracz lub korkociąg, otwieramy piwo i przelewamy do wcześniej przygotowanego pokala lub kufla, pamiętając by powstała 2-3 centymetrowa piana. Każdy kawałek naleśnika popijamy piwem.
efekt końcowy:

Istnieje również wersja mniej kaloryczna tego dania, pomijamy punkt 1 oraz punkt 2 i przechodzimy do punktu 3.
Smacznego!
sis powiedział
9 marzec, 2009 @ 9:53 pm
łiii! już wiem, co znajdowało się w pożywieniu, które miałam dziś okazję konsumować.
czytelnikom, którzy skazani są li tylko na zdjęcie, bez możliwości skosztowania tego cuda podpowiem, że było to prawdopodobnie pierwsze w historii ludzkości usiłowanie zabójstwa z użyciem naleśnika – łobżarłam się jak dzikus i poważnie rozważałam opcję zejścia śmiertelnego. ale warto było!
Nigella to przy Tobie wąsata baba z baru mlecznego “U Iwony”, Mój Drogi Impakcie.
btw – hmm, masz teraz dni płodne, czy jak? obrodziło w notki ;p
jendrju powiedział
9 marzec, 2009 @ 10:47 pm
Zazdroszczę, bo sam też bym chciał kucharzyć, tylko z racji mojej skrzywionej osobowości, nie ma o tym mowy, póki nie będę miał swojej kuchni.
impactofreality powiedział
9 marzec, 2009 @ 10:50 pm
@sis wiosna idzie ;]
@jedndrju a co przeszkadza kucharzyć w czyjejś kuchni?
jendrju powiedział
9 marzec, 2009 @ 11:33 pm
Moja osobowość. Sam siebie do końca nie rozumiem, ale to chyba część mojego interpersonalnego upośledzenia, które przeszkadza mi już prawie we wszystkim.
fizjol powiedział
16 marzec, 2009 @ 10:01 am
jaki Kuroń ;p
do punktu 5tego: http://mas.remy.googlepages.com/Orval.jpg/Orval-full.jpg bdb piwo, wyraziste
fizjol powiedział
16 marzec, 2009 @ 10:05 am
tej a w ogóle jaki cel ma w nim lubczyk panie :>?
sis powiedział
16 marzec, 2009 @ 11:37 am
a po co dodaje się do jedzenia lubczyk? :>
fizjol powiedział
16 marzec, 2009 @ 7:07 pm
ok nie wnikam