Who writes your rules?
Notka ta miała być o uprzedmiotowieniu, jednak z racji powszechnie panującego dzisiaj święta kobiet będę zmuszony przełożyć wspomniany temat na kolejny raz. Dzisiaj natomiast zajmę się tym co najbliższe dniu kobiet, a mianowicie wynaturzeniami.
Zarówno historia całego dotychczasowego istnienia ludzkości, jak i jej przyszłość jest nieodzownie związana z działaniem zgodnym z naturą i jej prawami. Wstawanie ze wschodem słońca, kładzenie się spać tuż po zachodzie, walka silniejszego ze słabszym o to, kto kogo zje. Przykłady można by mnożyć ale wydaje mi się, że każdy – nawet intuicyjnie – chwyta o co chodzi. Problem w tym, że nikt nie zauważa, że od dłuższego czasu cywilizacja tego globu zaczyna się chylić ku upadkowi. A wszystko to za sprawą działalności kobiet właśnie.
Źle jest w soboty, jeszcze gorzej w dni wolne od pracy. Masa obowiązków spadających w ten czas na głowy i barki (barki szczególnie!) facetów jest przerażająca. Tu bieganie po 10 sklepach w celu znalezienia odpowiedniej wielkości marchewki, tam taszczenie kolejnej bardzo potrzebnej szafki do przedpokoju (bo ta co jest nie pasuje do tapet, które będą kupowane za tydzień). To jeszcze nie jest najgorsze, wszak zdobywanie pożywienia należy do podstawowych czynności każdej istoty żyjącej, a zmysł estetyczny jakby nie patrzeć wyróżnia ludzi na tle zwierząt. Lecz o zgrozo, na tym nie koniec!
Tutaj dochodzimy do misternego planu zniszczenia nas wszystkich, jakim jest sprzątanie (czyli to, do czego przeciętna jednostka płci męskiej zmuszana jest przez kobiety co najmniej raz w tygodniu). Na początek warto zauważyć, że energia potrzebna do podniesienia butów i przestawienia ich “na swoje miejsce” (swoją drogą ciekawe jak czują się buty, którym nie daje się możliwości sprawdzenia gdzie im jest najprzyjemniej, gdzie mogłyby uwić swoje własne gniazdko dobrobytu i szczęścia) powoduje większe nieuporządkowanie wszechświata, niż porządek, który w mieszkanie wprowadza. Czyli de facto porządki są przyczyną jeszcze większego bałaganu (w makroskali najłatwiej zauważyć to na przykładzie czystek w rządzie).
Jeśli ktokolwiek łudzi się, że przecież to go nie dotyczy, czas by przejrzał na oczy. Prawo grawitacji jest jednym z najważniejszych, a jakakolwiek walka z nim jest z góry skazana na przegraną. Postępowe społeczeństwo może mamić wybujałymi ideałami sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga, nie dajcie się jednak nabrać. Wystarczy wspomnieć tu historię Ikara, czy nawet – choć może wydawać się zbyt drastycznym – zniszczenie WTC, w końcu każdy wie, że to przez samoloty doszło do tego tragicznego zdarzenia. A samoloty przecież są sprzeczne z naturą, działają wbrew grawitacji, to czego można się było spodziewać? Raczej nic dobrego.
Zejdźmy jednak na ziemię i wróćmy do kwestii sprzątania. Zmęczenie, bóle kręgosłupa, wady postawy, irytacja to w najlepszym przypadku, o najgorszych lepiej nie wspominać. Podnoszenie przedmiotów, kładzenie do przedpokoju, na półki, wynoszenie śmieci, to wszystko niszczy nas i nasz świat. Skoro coś leży to ma leżeć, nie podnośmy tego, nie układajmy, nie sprzątajmy, nie działajmy wbrew grawitacji. To sprzeczne z naturą i czy chcemy tego czy nie, to nas wszystkich niszczy.
Zmianom i wynaturzeniom głośne i stanowcze nie!
Mag powiedział
9 marzec, 2009 @ 10:30 am
Na początku myślałam, jak zacząłeś pisać o tej sobocie – że jesteście skazani na cały dzień przebywania w łóżku – ale niestety chyba trochę się przeliczyłam. No cóż, każdy ma taką sobotę – na jaką sobie zasłużył. ;D
sis powiedział
9 marzec, 2009 @ 7:43 pm
grawitacja NIE JEST wystarczającym usprawiedliwieniem ciuchów, poniewierających się po podłodze i żadna notka na Twoim blogasku tego nie zmieni. miejsce ciuchów jest w szafie, butów w przedpokoju, zaś śmieci w śmietniku i grawitacją to Ty się, Mój Drogi, nie zasłaniaj.
ona jest przydatna do czego innego ;p
jendrju powiedział
9 marzec, 2009 @ 10:42 pm
Oj sis, Ty chyba w ogóle nie rozumiesz grawitacji…