Do czego?

2 marzec, 2009 at 9:57 pm (coś mojego) (, , , )

Uprzedmiotowienie człowieka to ponoć przejaw ducha naszych czasów. Ja bym się jednak skłaniał do stwierdzenia, że raczej unarzędziowienie jest teraz na topie. Zastanawia mnie czy Heidegger ze swoją narzędziowością właściwie rozpoczął ten proces, czy raczej go w jakiś sposób ukonstytuował. Ale do rzeczy.

Podejście do drugiego człowieka i jego działań na zasadzie “do czego?” ma właściwie miejsce wszędzie i o każdej porze. Pierwszy z brzegu przykład: do budzenia. Ile razy słyszeliście prośby o obudzenie kogoś, chociaż budzik był w zasięgu ręki osoby proszącej? Owszem, argumentacja jest rzeczowa, bo człowieka-budzika* nie da się wyłączyć jednym kliknięciem kciuka,  nie wsadzi się go pod poduszkę by wygłuszyć, ani nie da się lekko, szybko i przyjemnie przestawić w tryb drzemki. Do tego człowiek-budzik może zastosować o wiele ciekawsze sposoby budzenia, nie ograniczając się  do zwykłych i nudnych sygnałów alarmowych. Właściwie jest to jedna z niewielu okazji, by lekko zwichrowani przedstawiciele branż wszelakich znaleźli hobby, które rozwijałoby ich kreatywność, pomysłowość a przede wszystkim zaangażowanie. Wszak zrywanie się z łóżka o 3 godziny wcześniej niż się planowało, tylko po to by kogoś obudzić,  wydaje się być największą formą oddania i poświęcenia. Tylko czy zaspane osoby, które ledwo dają radę jedno oko otworzyć, są w stanie tę niezłomność dostrzec?

Innym przykładem jest do biblioteki. Nie chodzi tu rzecz jasna o zwykłe wysyłanie kogoś do miejsca okupowanego przez studentów i osoby, które nie nadążając za ludzkością nie sprawiły sobie jeszcze 52-calowej plazmy. Okazuje się, że można do tak uroczystego – no i dość karkołomnego – przedsięwzięcia jakim są oświadczyny podejść nie z odniesienia z czego? z miłości, dlaczego? dla pieniędzy, ale właśnie z do czego? do biblioteki będę mogła chodzić i brać książki na Ciebie. Warto też wspomnieć o trochę wyświechtanych rzeczach jak: do garów, do kuchni, do domu!, do pracy!, bo chociaż często poruszane w różnych dyskusjach na temat równouprawnienia i wychowania dzieci, przedstawiane są przeważnie jako negatywne, a wydaje mi się, że jednak dobrze jest na nie spojrzeć z lekkim dystansem i odnaleźć pewne filozoficzne ich piękno.

Tyle z Heideggera, w kolejnej notce o uprzedmiotowieniu z punktu widzenia: prawa konsumenta vs wychowanie potomków.


*W związku z problem adekwatnego przetłumaczenia na język angielski człowieka-budzika, zostałem przy wersji polskiej. Próba wyboru między Alarmman, Alarmclockman i Wakeup!man była ponad moje siły.

3 komentarzy

  1. sis powiedział

    hmm, czy moja wczorajsza prośba o obudzenie mnie dzisiejszego ranka (bo przecież powszechnie wiadomo, że sama NIE JESTEM W STANIE wstać) i oświadczyny, których dopuściłam się, by móc wypożyczać książki na Twoje konto (nota bene skwitowane okrutnym koszem, tudzież czarną polewką) mają z tą notką coś wspólnego?

    :D

  2. fizjol powiedział

    Pana H. muszę przerobić, ale to dopiero po powrocie na Łono Matki Ziemi Polskiej, albowiem tu na obczyźnie z takimi pozycjami w języku jak najbardziej technicznym polskim brak ;]

    zatem w Uczuciu, co by odnieść się do Twej Szanownej Notki Do Czegoś, chodzi aby w jednej, bardzo konkretnej sytuacji zmienić “do” na “dla” i zaraz, dołożyć “Ciebie”. Bo oświadczyny “Dla biblioteki”, “Dla Kuchni”, “Dla pracy”, “Dla garów” (jakkolwiek by to nie brzmiało ;]) są jeszcze większym i obrzydliwszym uprzedmiotowaniem.

    btw. chyba zajrzę do siebie na bloga ;]

  3. Roślinka powiedział

    Czy jeżeli rozwiążę Twoje translacyjne rozterki (i przydam się d o c z e g o ś ;]), to zasłużę na własny awatar po prawej stronie? Mam dość bycia szarą eminencją. ;]

Napisz komentarz