Strefa 23
Wbrew podejrzeniom Roślinki wykład z przedmiotu o wdzięcznym i jakże tajemniczym tytule “Kosmologia z biokomunikacją” się odbył. Żadnego nieprzewidzianego zdarzenia, odwołania, choroby czy innego kataklizmu. Po grzecznym sterczeniu pod drzwiami, po zjawieniu się wykładowcy, weszliśmy do środka magicznej sali nr 23.
Nad ową salą panuje jakieś niewytłumaczalne fatum. Już od pierwszej mojej bytności w rzeczonym miejscu dało się zauważyć dziwne zjawiska, a dotyczą one nie li tylko pojedynczego przedmiotu, ale wszystkich możliwych – od filozofii religii, poprzez filozofię fizyki kwantowej, na teorii sztuki skończywszy. Ludzi ogarnia nagłe znużenie, tracą panowanie nad zmysłami – nie widać wszystkiego zbyt dobrze, głos osoby prowadzącej staje się rozbity, niespójny, jakby we mgle dźwiękowej rozmyty. Do tego wszystkiego nastaje jakiś przedziwne zwolnienie czasowe, oficjalnie mija tylko 5 minut, chociaż każdy się czuje, jakby minął co najmniej tydzień i to z podle ukradzionym weekendem. Stan hipnotyczny dopada niemal każdego, chociaż niektórym udaje się, przy zachowaniu ledwie resztek świadomości, poczynić małe egzorcyzmy w postaci otwarcia okna. Daje to chwilę nadziei na lepsze zajęcia, niestety, jak zawsze – złudną.
Wydawałoby się, że na uniwersytecie, gdzie co dzień światli ludzie racjonalnie ogarniają i przedstawiają rzeczywistość – a to, czego jeszcze nie udało się wyjaśnić, nie jest traktowane jako czyn boskiego bytu- nie ma miejsca na mary, czary i przejawy wczesnej abrakadabry. Jakże wielkie ogarnęło mnie zdziwienie, gdy okazało się, że pewien naukowiec o danych personalnych James Clark Maxweel, posłużył się demonem do unaocznienia sensu fizycznego drugiej zasady termodynamiki [więcej o demonie Maxwella]. Nie dość, że demon ten widzi wszystkie cząsteczki, to do tego podnosząc i opuszczając slajd – by dane cząsteczki przepuścić do innej części zamkniętego układu – nie wykonuje żadnej pracy. Chociaż twór ten mentalny został obalony po przeszło 100 latach przez Charlesa H. Bennetta, odnoszę wrażenie, że duch tego demona unosi się właśnie w sali nr 23.
Aż boję się pomyśleć, czego dowiemy się na następnym wykładzie, wszak to dopiero początek. Nic to, za tydzień wybiorę się po raz kolejny na zajęcia, tym razem uzbrojony w zajęczą łapkę i kilogram czosnku splunę trzy razy przez lewę ramię przed wejściem do sali i odczynię uroki zgodnie z formułką zwartą w “Dziadach” A. Mickiewicza:
Teraz z Bogiem idźcie sobie.
A kto prośby nie posłucha,
W imię Ojca, Syna, Ducha.
Widzicie Pański krzyż?
Nie chcecie jadła, napoju,
Zostawcież nas w pokoju!
A kysz, a kysz!
sis powiedział
21 październik, 2008 @ 11:49 pm
Ten demonek poprawił mi humor na cały wieczór xD
Nadal nie bardzo mogę uwierzyć, że szanujący się naukowiec mógł siedzieć i wymyślać teorie brane później pod uwagę przez innych szanujących się naukowców, obsadzając w roli głównej demonka. I że ci naukowcy jakoś niespecjalnie przejmowali się absurdem całej tej historii, zagłębiając się w problemach cząsteczek, układów i termodynamiki. A to wszystko dzięki leniwemu demonkowi, co pracuje, nie wykonując żadnej pracy. Ludzie! Odbiło wam?!?
fizjol powiedział
23 październik, 2008 @ 7:29 am
be cool ;]
p.s. a ludzie tak najeżdżali na premiera K. jak wspomniał o szatanach…
Color powiedział
23 październik, 2008 @ 11:38 pm
poza tym ja też bym nie wierzyła w obalenie demonka :luka: i teraz pytanie jakże ważne:
ale czemu Ty chcesz uroki odczyniać? ;> Zaprzyjaźnij się z demonem, weź go za przyjaciela – może on miły jest? A Ty chcesz tu przepędzać stworki naukowe, tititititi niedobry ;p
fizjol powiedział
24 październik, 2008 @ 7:18 am
ja wiem, wypędzaj tego diabła, wielokrotnie!
Color powiedział
26 październik, 2008 @ 12:34 am
jeżeli jest złożony to wypędzaj wielokrotnie, ale jeśli nie, to etam, zostaw w spokoju ;p
Jóga powiedział
4 listopad, 2008 @ 11:26 am
Berek!
http://kluskova.wordpress.com/2008/11/04/zwyzywana-sie-czuje/#respond