Strefa 23

21 październik, 2008 at 11:12 pm (coś mojego) (, , , , , , , )

Wbrew podejrzeniom Roślinki wykład z przedmiotu o wdzięcznym i jakże tajemniczym tytule “Kosmologia z biokomunikacją” się odbył. Żadnego nieprzewidzianego zdarzenia, odwołania, choroby czy innego kataklizmu. Po grzecznym sterczeniu pod drzwiami, po zjawieniu się wykładowcy, weszliśmy do środka magicznej sali nr 23.

Nad ową salą panuje jakieś niewytłumaczalne fatum. Już od pierwszej mojej bytności w rzeczonym miejscu  dało się zauważyć dziwne zjawiska, a dotyczą one nie li tylko pojedynczego przedmiotu, ale wszystkich możliwych – od filozofii religii, poprzez filozofię fizyki kwantowej, na teorii sztuki skończywszy. Ludzi ogarnia nagłe znużenie, tracą panowanie nad zmysłami – nie widać wszystkiego zbyt dobrze, głos osoby prowadzącej staje się rozbity, niespójny, jakby we mgle dźwiękowej rozmyty. Do tego wszystkiego nastaje jakiś przedziwne zwolnienie czasowe, oficjalnie mija tylko 5 minut, chociaż każdy się czuje, jakby minął co najmniej tydzień i to z podle ukradzionym weekendem. Stan hipnotyczny dopada niemal każdego, chociaż niektórym udaje się, przy zachowaniu ledwie resztek świadomości, poczynić małe egzorcyzmy w postaci otwarcia okna. Daje to chwilę nadziei na lepsze zajęcia, niestety, jak zawsze – złudną.

Wydawałoby się, że na uniwersytecie, gdzie co dzień światli ludzie racjonalnie ogarniają i przedstawiają rzeczywistość – a to, czego jeszcze nie udało się wyjaśnić, nie jest traktowane jako czyn boskiego bytu- nie ma miejsca na mary, czary i przejawy wczesnej abrakadabry. Jakże wielkie ogarnęło mnie zdziwienie, gdy okazało się, że pewien naukowiec o danych personalnych James Clark Maxweel, posłużył się demonem do unaocznienia sensu fizycznego drugiej zasady termodynamiki [więcej o demonie Maxwella]. Nie dość, że demon ten widzi wszystkie cząsteczki, to do tego podnosząc i opuszczając slajd – by dane cząsteczki przepuścić do innej części zamkniętego układu – nie wykonuje żadnej pracy. Chociaż twór ten mentalny został obalony po przeszło 100 latach przez Charlesa H. Bennetta, odnoszę wrażenie, że duch tego demona unosi się właśnie w sali nr 23.

Aż boję się pomyśleć, czego dowiemy się na następnym wykładzie, wszak to dopiero początek. Nic to, za tydzień wybiorę się po raz kolejny na zajęcia, tym razem uzbrojony w zajęczą łapkę i kilogram czosnku splunę trzy razy przez lewę ramię przed wejściem do sali i odczynię uroki zgodnie z formułką zwartą w “Dziadach” A. Mickiewicza:

Teraz z Bogiem idźcie sobie.
A kto prośby nie posłucha,
W imię Ojca, Syna, Ducha.
Widzicie Pański krzyż?
Nie chcecie jadła, napoju,
Zostawcież nas w pokoju!
A kysz, a kysz!

Bezpośredni odnośnik 6 komentarzy

Trzcina najwątlejsza, ale komunikatywna

10 październik, 2008 at 12:40 am (coś czyjegoś) (, , , , , )

Październik się zaczął, a z nim kolejny semestr na studiach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nazwy przedmiotów na naszym kierunku są coraz ciekawsze i dają wiele do rozważania. Właściwie im dalej w las, tym mniej konkretne – z punktu widzenia przeciętnego człowieka – wydają się owe przedmioty. Na pierwszym roku było wszystko jasne i przejrzyste: wstęp do filozofii, filozofia antyczna i średniowieczna – wiadomo o co chodzi i czego się spodziewać.

Na drugim roku zaczęły się lekkie schody, pomijając banały w stylu filozofii niemieckiej pojawiły się przedmioty takie jak filozofia kultury. Zacząłem się zastanawiać co właściwie można filozofować na temat użytkowania niewłaściwych słów przez ach tę dzisiejszą młodzież, ustępowania lub też nie miejsc tramwajowych strongbabciom (bo jak inaczej nazwać te babuszki, co więcej reklamówek mają w jednym ręku, niż wnucząt i więcej kilogramów noszą zakupów, niż same ważą?), przepuszczania różnych nieskrajnie feministycznych kobiet w drzwiach? Przecież to wszystko tyczy się raczej zasad savoir-vivre’u, więc po co tak komplikują sprawę i nie napiszą tego wprost “Jak nie być chamem i prostakiem – rozważania na temat”?

Okazało się jednak, że na studiach inaczej rozumieją słowo kultura i moje przewidywania dotyczące możliwych do poruszenia problemów na tym wykładzie nie sprawdziły się. W związku z tym ciekawi mnie co właściwie kryje się pod tajemniczymi “moc słowa – perspektywa matematyczna” (które to zajęcia do tego wszystkiego odbywają się w sali komputerowej), bo ja mam obawy, że będziemy liczyć za pomocą skomplikowanych wzorów matematycznych moc danego wyrazu w zależności od ilości małych i dużych literek, cziconki użytej, zastsowania kursywy i podkreśleń. Już patrząc na takie “B” wiadomo, że  ma większą moc stateczną, bo posiada aż dwa brzuszki i pewnie trudniej idzie się jemu poruszać niż takiemu szerokobarczystemu i szczupłemu “T”. To jednka nie koniec.

Kolejnym poruszającym wykładem jest  “Kosmoekologia z biokomunikacją”. Nie mam pojęcia co to może być, chociaż mam pewne obawy, że będą to teoretyczne wywody na temat kontaktowania się z obcymi cywilizacjami za pomocą trzin cukrowych, wszak używanie naturalnej roślinności  wydaje się być najbardziej ekologiczną formą komunikacji ze wszystkich możliwych. O tym czy miałem rację dowiem się jednak dopiero w przyszłym tygodniu.

Bezpośredni odnośnik 6 komentarzy