Meta
Nie umiem, nie potrafię, nie udaje mi się. Próbowałem w różnych miejscach, na różne sposoby, w różnych formach i nic z tego. Pisanie notek wychodzi mi tylko, gdy popełniam je na własnym, jedynym i niepowtarzalnym komputerze. Chociaż ma swoje fochy, jest jednak niezastąpiony.
Kartki może i są przydatne, zawsze ma się przy sobie jakiś zeszyt, kalendarz czy inny notatnik, do tego bez problemu znalazłoby się sporo czasu na pisanie, wszak nie wszystkie wykłady są pełne metafizycznych uniesień, wspaniałego porównywania Kanta do piekarza, czy radosnego grania w kółko i krzyżyk ze współtowarzyszami studenckiej niedoli. Również autobusy i tramwaje, które przez ulice mego miasta nie mkną, a bardziej przemieszczają się ruchem posuwistym, dostarczają wystarczającej ilości minut, by spłodzić jakąś nową notkę.
Wszystko to jednak ginie w momencie sięgania po kawałek papieru. Szelesty wydawane przez kartkę kojarzą mi się bardziej z dźwiękami wydawanymi przez kreszowe ubranka dresiarzy z lat 90, niż z czymś twórczym – co automatycznie skreśla możliwość skomponowania czegoś na poziomie – za bardzo się wczuwam intelektualnie w owych nosicieli.
Zresztą to nie jedyna wada pisania sposobem nakartkowym. Nie zdarzyło mi się nigdy – chociaż o dobrą pamięć w moim wieku już raczej trudno, więc pewnym nie jestem – bym poczynił jakiekolwiek literówki używając długopisu lub ołówka. A przecież takie przypadki dają możliwość stworzenia żartobliwych semantycznych nadużyć, które sprawią (co oczywiście nie jest normą), by czytelnik całkowicie się nie zanudził.
Najgorsze jednak w tym wszystkim to możliwe skreślenia. Pisanie jednym ciągiem, bez poprawiania, zmieniania pomysłów czy słów, skończyłem gdzieś w okolicach wczesnej podstawówki, kiedy okazało się, że taki zmasowany atak wyrazów nie zawsze jest sensowny. Dobra, można używać ołówka i jak coś by nie wyszło – ruch gumki i po sprawie. Jednak znając życie na tym by się skończyło: tutaj coś dopisać, tutaj coś zaznaczyć, tutaj coś narysować, a tam odmierzyć kąt padania. I jak nic trzeba by załatwić zestaw kredek, pisaków, linijek, kątomierzy, ekierek i innych Bardzo Przydatnych Przedmiotów, które ze studenta zrobiłyby ze mnie podstawówkowego pierwszoklasistę zagubionego w przestrzeni swego piórnika.
A inne komputery? Jakoś nie mogę się w nich odnaleźć. Pewnie wynika to ze zwykłego przyzwyczajenia, ale nie ma nic lepszego niż dźwięki wydobywające się z zalanej mlekiem z tubki klawiatury, aerodynamicznych kształtów myszki, czy jej przyjemnie drażniący uszy klik.
W następnym odcinku: kilka pomysłów na puby. Stay Tune!
Sol powiedział
21 lipiec, 2008 @ 1:37 am
Etam, Ty zwyczajnie nie umiesz docenić pisania nakartkowego ;p komputer jest zimny i bezduszny, a pióro, w ostateczności nawet głupi długopis ma właściwość doprowadzenia do porządku myśli nieuczesanych. No i nie ma to jak wyłożyć się w jakimś wygodnym miejscu, w fantazyjnie dobranej pozycji, z odpowiednim pisadłem – toż wtedy zdania same się układają^^ Profan, o!
siostra powiedział
21 lipiec, 2008 @ 5:14 am
Zdecydowanie zgadzam sie z opinia powyzsza – pisanie nakartkowe ma w sobie co z magii
a technologia zdecydowanie do magicznych nie nalezy…
charon powiedział
21 lipiec, 2008 @ 3:04 pm
łeee, jak można karmić klawiaturę mlekiem z tubki? Ona może od tego niestrawności dostać. Kanapki, ciastka i trochę herbaty to najlepsza dieta dla klawiaturki ^^
sis powiedział
21 lipiec, 2008 @ 7:37 pm
Ach tam, od razu zalanej mlekiem z tubki. Poczęstowałam ją tylko ociupinką, bo chciała sprawdzić, czy lubi, a Ty mi od razu wypominasz ;p
Pisanie nakartkowe to wyższa szkoła jazdy. Podejrzewam, że gdyby po latach ktoś zapragnął złożyć do kupy szkice moich blogowych notek (albo Bardzo Mądrych Prac), miałby prawdopodobnie o niebo więcej problemów, niż wydawcy z Królem Duchem. Ale to kolejny sposób, by przejść do historii literatury ;]
Color powiedział
21 październik, 2008 @ 8:31 pm
a Twój kajecik? Co do niego czujesz? Hę?