O

13 lipiec, 2008 at 10:07 pm (coś mojego) (, , , , , , , , )

Jakoś nigdy nie miałem z nimi problemów. Pierwsze kroki stawiałem dziecięciem będąc, gdy w ręce wpadło mi w końcu coś innego niż poduszka i butelka z piciem (zaznaczyć tu należy, że przedmioty te od początku były moimi atrybutami, o czym świadczą zdjęcia z wczesnych lat moich – już wtedy wiedziałem, że pisane mi jest bycie studentem), a mianowicie książki i kasety do nauki angielskiego. Od czasu do czasu brałem je i wgłębiałem się w historię jakiegoś superbohatera, ludzików, potworów i innych dziwnych naukowców.

W podstawówce zaczęła się spotkanie z językiem francuskim. Nauczycielka może trochę wredna była, ale przynajmniej ciekawie prowadziła zajęcia – do dziś pamiętam prawie wszystkie wierszyki i piosenki z lekcji. Pisałem też listy z jakimś francuskim dzieciakiem, chociaż zawsze miałem problem z rozpoznaniem płci. Była to albo bardzo brzydka dziewczynka, albo chłopiec z kolczykami. W zasadzie nie miało to większego znaczenia, bo ta “znajomość” i tak była skazana na porażkę. Jakoś nigdy samego kontaktu pisemnego nie udaje mi się utrzymać – jeśli nie ma spotkania w realu, to nic z tego nie wyjdzie. A na wyjazd do Francji szans raczej nie miałem.

W ogólniaku bardziej języki miałem, niż się ich uczyłem, co za tym idzie w czasie tym więcej luzu i spokoju zaznałem. Zmiany nastąpiły wraz ze studiami, zacząłem poznawać łacinę i niemiecki. Pierwszy język raczej bezproblemowo mi poszedł, chociaż oczywiście zdarzały się małe wpadki. Prawdopodobnie do końca życia będę pamiętał Domina severa ancillam pigram castigat [surowa pani karci leniwą niewolnicę] czy hasło “dzień bez kreski to dzień stracony”. Troszkę inaczej wygląda sprawa z niemieckim [użalanie się nad sobą mode on] gdyż jako jedyny w grupie początkującej nie miałem w ogóle styczności wcześniej z nauką tegoż języka. W związku z tym materiał leciał do przodu a ja lazłem za nim, jak szybko tylko mi się udawało. [użalanie się nad sobą mode off]

Niemniej nie mogę stwierdzić, że nic a nic niemieckiego wcześniej nie liznąłem. Oglądało się He-Mana  i She-rę na Sat1 czy Pro7, słuchało się Die Toten Hosen i Rammsteinu no i niezapomnianych tekstów Teresy Orlowski podczas wieczornych reklam. A dzięki kabaretowi Jurki i ich skeczowi o królewnie śnieżce poznałem kilka podstawowych zwrotów, z których ulubionym stał się Wo wohnst du?.

Do tego język naszych zachodnich sąsiadów posiada wiele ciekawych właściwości. Po pierwsze liczba siedem sieben brzmi gorzej niż jakiekolwiek przekleństwo we francuskim. Po drugie pytaniem o posiadanie rodzeństwa Hast du Geschwister? można bez problemu doprowadzić do zawału osobę pytaną, a co najmniej do palpitacji serca – sprawdzone na sis. Po trzecie próba znalezienia tłumaczenia prostego słówka “o” w ling.pl powoduje pojawienie się haseł: die Quadratmeterprobe co ni mniej ni więcej oznacza wycenę pastwiska metodą poletek o powierzchni jednego metra kwadratowego, der Rüttelgrubber czyli kultywator o zębach wibrujących, czy der Quer-Längsfluß-Mähdrescher – kombajn zbożowy o poprzeczno-wzdłużnym przepływie masy omłotowej.

A jeszcze rok niemieckiego przede mną!

Komentarzy: 7

  1. Sol powiedział

    Francuski to ZUUUUUUOOOOO, łacina jest fajna, angielski ujdzie^^, a niemiecki… niemiecki to zaiste osobna historia…

  2. Color powiedział

    wiesz co? tak potraktować język niemiecki, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że mnie to nawet bawi ^^ uroczo było czytać tę notkę łiii ;D pamiętaj, że jak UAM mnie przyjmie to masz korki z niemca ^^ a tym samym gwarantowaną piątkę
    poza tym nieważne, czy piszą o niemieckim źle, czy dobrze, ważne, że piszą w ogóle – a Ty zrobiłeś taaaakąąąąą notkę ;D łiii

    nawet wybaczę Ci te literówki ;p

  3. sis powiedział

    Nie mam żadnych szwista!!!

    Nawet tutaj musisz mnie straszyć??

  4. charon powiedział

    Ja też wcześniej z niemieckim nie miałem praktycznie żadnej styczności. W przyszłości styczności mieć raczej też nie będę, bo mało prawdopodobnie, bym się dobrowolnie na kurs tego języka zapisał.

  5. charon powiedział

    Jeszcze dodam, że francuski także kiedyś miałem, ale jedyne, co do teraz z niego pamiętam, to koniugacje niektórych czasowników ^^

  6. Mag powiedział

    Niemiecki jest srogi.
    Zresztą, nic nie przebija czeskiego ;D

  7. Roślinka powiedział

    Ale przynajmniej predyspozycje do nauki języków masz. Moja rodzina jest w jakiś sposób obciążona genetycznie, co przejawia się tym, iż nikt nigdy (a mam sporą rodzinę ;]) z języka niemieckiego nie osiągnął oceny wyższej niż naciągane 3=. ;> A niektórzy już 7-8 lat się go uczą. ;D
    O tak Mag – czeski wymiata! ;>

    I jeszcze małe BTW [odnośnie mojego blogaska ;>]:
    Oczywiście Grochu, że pora na coś nowego. Tylko to nowe jest uwsteczniające. Nie zauważyłam, żeby, za przeproszeniem, ogół społeczeństwa “widział inaczej i słyszał szerzej”. Wszystko zostało zawężone do kilku obrazów (tudzież instalacji, jeżeli wliczymy w to dźwięk) serwowanych masom.
    Bez dalszego, radosnego i, przede wszystkim, świadomego dokształcania się nigdy nie wystawimy drugiej nogi poza ten grajdołek.

Napisz komentarz