Ach to Ty!

28 kwiecień, 2008 at 2:20 am (coś mojego) (, )

Zawładnęło mną. Opętało mój umysł i portfel. Wiosna!

Pomijając konsekwencje natury biologicznej objawiające się ciągłym kichaniem, swędzeniem oczu, zapaleniem spojówek, wykluła się we mnie potrzeba zmian. Postanowiłem wybrać się na zakupy odzieżowe dochodząc do wniosku, że pojawianie się w rzeczach, które pamiętają czas mej młodości durnej i chmurnej, już nie przystoi. Czas odciąć pępowinę i ruszyć w nowy, lepszy czas. Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Poszedłem w dzień wolny, sobotę, poczynić zakupy nowej garderoby, do jednego z bardziej znanych i lubianych lumpeksów w mieście mego studiowania. Wbrew pozorom nie oszalałem całkowicie i zachowując resztki zdrowego rozsądku, przypominając sobie, że fabryki pieniędzy nie mam, kopalnią diamentów i kurą znoszącą złote jajka nie zostałem obdarzony, wybrałem się w odpowiednie miejsce do odpowiednich posiadanych przeze mnie finansów.

Okazało się, że nie jestem jedynym, który wpadł na ten pomysł. Ilość osób przebywająca w środku przerosła moje najśmielsze wizje. Być może było to spowodowane tym, co jak się okazało stali bywalcy lumpeksu tego wiedzą od zarania dziejów, że w sobotę w jednej z dwóch części jest dostawa nowego, świeżego, używanego towaru. Niemniej to co się działo, powinno zostać zakazane przez wszystkie organizacje polskie, światowe i kosmiczne. Aż dziw bierze, że nie zainteresowały się tym do tej pory Amnesty International i Helsińska Fundacja Praw Człowieka – ilość osób przypadających na jeden metr kwadratowy nie spełnia nawet norm więziennych. Przepychanki ludzi, zawody kto szybciej i lepiej wyrwie komuś innemu koszulkę (tutaj wtrącę, że gdyby takie zawody zostały oficjalną dyscypliną olimpijską to mógłbym sobie zrobić zdjęcia z osobami, które z pewnością stanęłyby na podium) osiągały pełnię, teraz rozumiem, dlaczego na ogłoszeniach widnieje napis “dostawa nowego towaru” – wszyscy zachowują się jak narkomani na głodzie.

Skoro jednak dotarłem, próbowałem wyłapać coś, co nie byłoby starą marynarką po wujku dawno zmarłego hipotetycznego dziadka Marcelego, koszulką z napisem “I love punk – Britney” czy koszulą w kratę, która jest społecznie akceptowana li tylko u rasowych informatyków. Po mniej więcej 40 minutach dałem za wygraną. Znalezienie czegoś sensownego wchodziło w rachubę tylko wtedy, gdybym szukał w koszach/wiadrach/torbach ludzi, którzy stali w kolejce do przebieralni. Jednakowoż wizja podkradającego się chyłkiem mnie, niczym miś Yogi do koszyków piknikowych, ostudziła moje zapędy wspomożenia innych w ich walce ze skoliozą, garbem i nadwyrężaniem kręgosłupa poprzez odciążeniu ich z kilku kilogramów ciuchów. Co jak co, ale Judym ze mnie żaden!

Wyszedłem, a że słonko przyświecało dość mocno, prawdopodobnie dostałem jakiegoś mikro udaru. Trafiłem do jednego z bardziej uczęszczanych, przez bananową młodzież, sklepu z ubraniami. Były ciuchy, było w czym wybierać i było nietłoczno! No i wpadłem. Po kilku minutach oglądania rzeczy i bardzo dramatycznego stwierdzenia “co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą” wybrałem sobie 2 koszulki i jedną parę spodni, nie wyciągając absolutnie żadnego wniosku z mojej refleksji.

Przymierzyłem, spojrzałem w lustro (co ciekawe nawet w miarę dobrze wyglądałem, więc stadnie przebiegały przez mą głowę myśli o odpowiednim ułożeniu przedmiotów i kącie padania światła, w celu zmanipulowania klientami) i poszedłem do kasy. Przekazałem co miałem stojącej za ladą ekspedientce (może ta nazwa to archaizm, ale nie mam bladego pojęcia jak się teraz ta funkcja nazywa, wszak sprzątaczy określa się już konserwatorami powierzchni płaskich, jeśli wiecie, dajcie znać) i naszło mnie kolejne zrozumienie, dlaczego faceci przychodzą do takowych miejsc.

Otóż młoda i uśmiechnięta pani spojrzawszy na moje koszulki w rozmiarze L, skierowała swój wzrok na mnie i rzekła : “Czy one na pewno będą na pana dobre? Przecież pan jest taki duży”. Całe szczęście, że miałem w jednym uchu słuchawkę z ciężką muzyką, bo po usłyszeniu tego na obydwoje uszu jak nic zawstydziłbym się jeszcze bardziej, a moje poliki nabrałyby koloru krwistego befsztyku. I tak zrobiłem z siebie głupka, bo czy – pomijając zachowywanie się jak mały chłopiec, co dostał właśnie swoje Werter’s Original i czuje się jak ktoś naprawdę wyjątkowy – na takie stwierdzenie właściwym jest odpowiedzieć : “nie, nie, nie jestem taki duży”? Męski ród powinien mnie po czymś takim co najmniej wytaplać w smole i posypać pierzem, względnie przykleić mi na plecach kartkę z napisem “żal.pl”.

Muszę jednak wszystkie osoby, które zajmują się komunikacją klient-obsługa, przyciąganiem nowych nabywców, sprawianiem by każdy człowiek czuł się najlepiej tylko tam, przeprosić. Za szybko moja ponowna wizyta nie nastąpi. Pierwszy powód, o którym wspominałem wcześniej, jest dość banalny. Nic co jest w cenie powyżej 30 zł nie jest mi znajome. Drugi powód to taki, by moją wiedzę, wyniesioną z moich Jakże Bardzo Dobrze Rokujących Na Przyszłość Studiów (pozdro sis! ;]), zastosować w praktyce i sprawdzić jak się rzeczy mają w innych sklepach, jak działa obsługa klientów i jak do diaska należy zareagować na teksty tak, by wojujący testosteron nie chciał mnie zlinczować. Tyle a propos zakupów, kobiety, nie wiem jak Wy to wytrzymujecie.

W następnej notce postaram się napisać dlaczego jedna z zaglądających tu kawo-pochłaniaczek, pewnikiem już niebawem, pozwie mnie o naruszanie praw autorskich i niepłaceniu jej tantiem. Tymczasem polecam korzystać z tego, że nie znajduję się w miejscu, gdzie najrozsądniejszym wyjściem jest albo się nie myć, albo korzystać tylko z mydła w płynie, i dać mi możliwość przeczytania waszych komentarzy.

7 komentarzy

  1. jendrju powiedział

    To już w sklepach samoobsługowych trzeba ze sprzedawcą rozmawiać? Zgroza. I może jeszcze mi towaru nie sprzedadzą jak się w konwersację nie włączę?
    Ogólnie to jestem oburzony, bo sklepy są po to, żeby w nich kupować, a nie być stawianym w niezręcznej sytuacji polegającej na konieczności rozmawiania z jakąś obcą osobą i to jeszcze wariant skrajny w postaci młodej i uśmiechniętej osoby płci żeńskiej.

  2. sis powiedział

    Jeszcze się tam nie znajdujesz, bejbe ;p
    Lumpowo-odzieżowe refleksje już były: http://gonijka.blog.onet.pl/2,ID301268203,RS1,index.html
    więc pozdrami się nie wykręcaj, bo nic Ci nie pomogą. Kawopochłanaczka naśle na Ciebie swoich prawników ;p

    A w ogóle to chciałam zaprotestować – do nas, kobiet, nie uśmiechają się żadni mili chłopcy, nie mówią: “Rozmiar S? Czy ta bluzka aby na pewno będzie na panią dobra? Przecież pani jest taka szczuplutka”, to skandal! Domagam się miłych, obłudnie uśmiechniętych, bezczelnie kłamiących chłopców-ekspedientów!

  3. Sol powiedział

    Facet na zakupach. Urocze ;]

  4. Color powiedział

    A ja żałuję, że nie kupiłeś sobie takiej koszulki z napisem “I love punk – Britney” – uroczo byś wyglądał, naprawdę :o czami:
    A poza tym ja obmyśliłam wspaniałą odpowiedź dla pani ekspedientki: “cóż skromność, nie pozwala mi kupować większych” ;p ;p

    No i za niedogodne warunki trzeba podać te nasze lumpeksy do sądu, a co, w końcu ileż można zdrowia marnować na zakupach? Poza tym Wy macie przymierzalnie w takich cackach, u nas nie ma xD – trzeba samemu kombinować z kocykiem – to jest dopiero hardcore! ;p

    sis, ale pomyśl, gdyby taki chłopiec ekspedient powiedział do nas, że owa koszuleczka jest na nas za mała, bo my jesteśmy takie duże … wtedy chyba on już szybko ze szpitala by nie wrócił ;p

  5. impactofreality powiedział

    sis : czy to “bezczelnie kłamiących chłopców-ekspedientów!” to Ty mi coś sugerujesz? :>

    Sol : no czasami trzeba, co poradzić :|

    Color : jakoś za Britney nie przepadam, chociaż ta wersja z krótkimi włosami i pisaniem na ścianie “IRRELEVANT” już prędzej :]

  6. Color powiedział

    bro, bo Ty się nie znasz, Britney to taki pop-punk! a Ty nie przepadasz, oj widać, że o muzyce pojęcia nie masz ;/

  7. Krótka notka o wspaniałości hipermarketów. « Blog w rozsypce. powiedział

    [...] notka o wspaniałości hipermarketów. wrzesień 2, 2008 — jendrju Są sklepy, których pracownicy napadają biednych klientów i zmuszają ich do rozmowy, ale na szczęście [...]

Napisz komentarz